Korpolipsa

Autor: Jakiś Chłopak, Gatunek: Proza, Dodano: 13 września 2018, 20:57:44

Poniedziałek

 

- Hej, jak minął twój weekend?

- No i co ja mam ci odpowiedzieć, szanowny team leaderze, od którego zależne są me szanse na przetrwanie w tej firmie? - Pomyślał, gapiąc się w przestrzeń obok jego głowy, w lustro, w którym odbijało się kolejne lustro. Podróż windą na dwudzieste piętro zajmowała zdecydowanie zbyt dużo czasu.

- W piątek, zaraz po robocie, najebałem się razem z dziewczyną do nieprzytomności. Potem się rżnęliśmy, była półprzytomna i pozwoliła mi skończyć w swojej dupie. Następnego dnia na kaca wrzuciliśmy kwasa i poszliśmy z psem na spacer. Wieczorem jeszcze po małym lolku i nocleg u koleżanki, bo lubimy dzielić się miłością.

Drzwi windy rozsunęły się bezgłośnie, gdy skończył mówić. Jego przełożony uśmiechnął się szeroko.

- Czyli wszystko w porządku? Cieszę się. Do zobaczenia. - Pokiwał mu i wyszedł na korytarz.

“No tak, on nigdy nie słucha.”

Powoli wyszedł z windy, ruchem dłoni przerywając proces jej zamykania. Ściany i posadzka na korytarzu były nieskazitelnie czyste, skąpane w sztucznym świetle i neutralnych kolorach. Współpracownicy, których mijał w drodze do swojego biurka, odziani w wyprasowane koszule, gładkie spódnice i obrzydliwie obcisłe spodnie, stanowili olbrzymi zlepek wielu podobnych istnień. Z nielicznymi wyjątkami, wszyscy na twarzach mieli malownicze i pogodne uśmiechy, zupełnie jakby o siódmej przyszedł mail z nową dyrektywą o “porannym, poniedziałkowym uśmiechu - zrób to dla siebie, zrób to dla kolegów!”.

To było obrzydliwe. Nie wiedział, ale czuł, a nieraz jego intuicja miała słuszność, że otoczony jest obłudnikami, którzy rozumują w jedyny słuszny sposób. Jeśli chcesz tutaj przetrwać, musisz być egoistą. I znaleźć czas w niektóre soboty, żeby domknąć projekt.

Usiadł przed komputerem i uruchomił go. W skrzynce mailowej, z lekkim zaskoczeniem, odnalazł wiadomość od zastępcy prezesa, z delikatną zachętą do dzielenia się uśmiechem i “pozytywnym vibem”.

“Chuj siedzi dwa piętra wyżej.” Pomyślał, spoglądając w okno. “Powinienem zrobić jak ten białorusin w Reutersie, dwa strzały w zupełności mi wystarczą.”

Przejrzał bez głębszego wczytywania się resztę swojej skrzynki, ze spokojem odkrywając, że “zadania wykonane z niezwykłą precyzją”, wykonane w minionym tygodniu, okazały się “zadowalające, aczkolwiek niewystarczające”. Było tam jeszcze sporo ładnych słów na temat jego “efordu, czelendżu, targetu, jeszcze raz efordu i dobrego floł”, jednak zamiast  czytać do końca wysrywy managerów, skasował całą skrzynkę. A ponieważ miał tam ponad pięć tysięcy wiadomości, komputer natychmiast rozpalił się do czerwoności i popadł w zadumę, jak pozbyć się całego tego gówna.
Zostawiając korporacyjny sprzęt samemu sobie, ruszył po kawę.

Przy ekspresie stało dwadzieścia osób. Wszyscy głośno rozmawiali ze sobą. W mig rozpoznał trzy różne języki, będące naraz w użyciu. Eleganckie ciała trzymały jeszcze bardziej eleganckie kubki i gestykulowaly namiętnie drugą, wolną dłonią. Powietrze w kuchni wypełniała kofeina, drogie perfumy i dziwnie uspokajająca woń klimatyzacji.

Stanął obok nich i westchnął. Po chwili spostrzegł pot pod pachami, zagniecenia na koszulach i plamy na spodniach, poczuł odór niemytych zębów, potu, spermy, wymiocin i wypitej jeszcze w sobotę gorzały. Resztką sił powstrzymał się przed zwróceniem śniadania na podłogę, odwracając się gwałtownie od zebranego tłumu. Przełknął ślinę, wziął kilka głębokich oddechów, a potem podszedł szybkim krokiem do ekspresu. Bez słowa postawił swój kubek, wybrał napój i, wkładając dłonie do kieszeni spodni, podziwiał przepływ cieczy. Dziewczyna, która stała na początku kolejki, dopiero po chwili dostrzegła co się dzieje, oderwawszy się od dyskusji z koleżanką.

- Hej, sorki, ale teraz moja kolej…

Powoli odwrócił się i spojrzał na nią. Jej ton był uprzejmy, jednak twarz mówiła zupełnie coś innego.

- Spierdalaj.

Widział dokładnie reakcję jej mięśni. Bezwstydnie utrzymywał z nią kontakt wzrokowy, podczas gdy z niej, na wierzch, wydostawało oburzenie. Cała kuchnia stopniowo ucichła, aż słychać było strumień kawy lejącej się do jego kubka.

Nie odpowiedziała. Kawa przestała się lać, więc odwróci się, zabrał to co do niego należało i odszedł powoli w stronę swojego stanowiska. Dopiero gdy wyszedł ludzie zebrali się w sobie by zacząć o tym mówić.

Powróciwszy na swoje miejsce, z radością zauważył, że komputer nadal nie strawił firmowej nowomowy. Z zadowoleniem usiadł w fotelu, który był wyrazem firmowej troski o kręgosłupy pracowników.

“Zapewne kupili je abyśmy nie zawyżali statystyk ludzi z wadą postawy przed trzydziestką”.  Pomyślał, spoglądając przez okno i siorbiąc kawę.

 

Dopiero grubo po dziesiątej przyszedł do niego manager.

- Hej, pójdziesz ze mną? Musimy pogadać.

- Z przyjemnością. - Odparł radośnie. Wstał i z zadowoleniem odkrył, iż kawa nie tylko go obudziła, ale również wprawiła w dobry nastrój.

Weszli do jednej z salek. Był to mały pokój, ze szklaną ścianą oddzielającą go od przestrzeni wspólnej. Manager poprosił aby usiadł przed nim.

- Słuchaj, chciałbym porozmawiać o incydencie w kuchni…

- Mam to w dupie. - Odpowiedział natychmiast, a następnie bezceremonialnie wyciągnął koszulę ze spodni. Kierownik uważnie przyglądał się jego poczynaniom, wytrzeszczając lekko oczy.

- Takie zachowanie jest nie do zaakceptowania.
Wzruszył ramionami, wstał i wyszedł z pomieszczenia, ignorując ponaglenia przełożonego aby wrócił na miejsce.

 

Szedł powoli rozmyślając. Nie spodziewał się, że stanie się to tak nagle, że bezgłośnie pęknie w nim bańka rozczarowania i bezradności. Monotonia całodniowego przyglądania się liczbom i wyszukiwania w nich błędów doprowadziła go na skraj szaleństwa, wysysała radość z życia i popychała ku alkoholizmowi.

“Czemu muszę chlać, żeby uśpić w sobie emocje i wyrzuty sumienia?” Pytał sam siebie, stojąc przy oknie.

Po chwili podeszło do niego dwóch strażników. Zabrał swoją torbę i w ich asyście ruszył do windy. Nie spojrzał na nikogo, ze spokojem patrzył przed siebie. Czuł ulgę i dreszcze. Oto wreszcie nadeszła, upragniona wolność. I w tej właśnie chwili, przez krótki moment, poczuł się szczęśliwy.

Wsiadł do windy z osiłkami i zaczął się bezceremonialnie uśmiechać. Nie pamiętał kiedy zdarzyło mu się to ostatnim razem, ale z całych sił pragnął, wmawiał sobie, że zapamięta tę chwilę do końca życia i już nigdy nie pozwoli sobą pomiatać w ten sposób. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że jedzie na poziom - 2, zamiast na parter. Nie zdążył się odezwać, gdy drzwi windy otworzyły się, a krępi strażnicy pochwycili go swymi wielkimi i ciężkimi dłońmi.

Nie mając wyboru, posłusznie im uległ i dał się wyprowadzić z windy. Szli przez ciemny korytarz, zgoła różny od jasnych i czystych pomieszczeń dwudziestego piętra. Tutaj ściany były surowe, betonowe, a wszystkie instalacje, poprowadzone pod sufitem, dobrze widoczne. Szli tak przez dłuższą chwilę, aż przed nimi pojawiły się czarne drzwi. Wprowadzili go do środka, posadzili na krześle i wyszli pospiesznie.

Pokój również był surowy, przypominał nieco salę przesłuchań z amerykańskich seriali kryminalnych. W powietrzu unosiła się delikatna woń betonu, papierosów i detergentu. Przez dłuższą chwilę siedział nieruchomo, spojrzał na telefon, by przekonać się, że nie ma kompletnie zasięgu i zbliża się godzina jedenasta.

Nagle do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Byli ubrani jak kolejni managerowie, dokładnie wyprasowane koszule i gładkie spodnie, do tego drogie zegarki i poszetki. Jeden miał ze sobą małą, skórzaną walizkę, a drugi okulary i nieduży notes. Stanęli przed nim i nie odezwali się słowem. Zaczął więc dopytywać z jakiego powodu został zaprowadzony do piwnicy.

- Nie powinien się pan w taki sposób zachowywać. To nie przystoi. - Odpowiedział mu okularnik. Gdy tylko usłyszał jego ton, natychmiast zapragnął przywalić mu z całej siły pięścią w twarz, wybijając kilka wybielonych i równych zębów. Wywyższał się i pouczał go, zupełnie jakby był jego ojcem.

Mężczyźni szybko spojrzeli na siebie, a następnie jeden z nich wyjął ze swojej torby dziwnie wyglądającą, ciemną opaskę. Bez słowa, szybkim ruchem umieścił ją na jego głowie. Nawet nie zdążył zareagować.

- Za moment pana naprawimy. - Usłyszał tylko, choć każde kolejne słowo stawało się coraz mniej wyraziste. Po chwili ktoś wyłączył światło. Stracił przytomność.

 

Winda zwielokrotniała jego niedospane spojrzenie swymi idealnie wypolerowanymi lustrami. Gdy wreszcie wysiadł na dwudziestym piętrze, nieomal oślepił go jasny blask korytarza. Dotarł spokojnym krokiem na swoje miejsce, po drodze uśmiechając się nieznacznie do mijanych współpracowników.

 

Komentarze (1)

  • dobrze przesłanie ku przestrodze:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się